« Powrót do listy artykułów
Król Biebrzy ma się dobrze, (wrzesień 2009)

Za rzekami, za bagnami, jest królestwo Króla Biebrzy. Żyje sam, lecz nie ma zbyt dużo czasu na samotność, odwiedzają go setki turystów, ma grono oddanych przyjaciół, lecz przede wszystkim, czas w tym małym królestwie zabiera liczna gromada zwierząt. Są i konie i Koniki Polskie i krowy i imponująca liczba 18 psów. Obok tej stałej świty, bardzo często zdarzają się sezonowe odwiedziny poselstwa ptaków, saren, łosi i czasem wilków. W miejscowości Budy (w zasadzie to tylko 3 domy) jest od lat jedynym przedstawicielem gatunku ludzkiego (i to w pełnym tego słowa znaczeniu - Ludzkiego) mieszkającym tam przez okrągły rok.

                     

Krzysztof Kawenczyński to człowiek serdeczny, z poczuciem humoru i co ważne życzliwy ludziom. Wystarczy krótki kontakt z Królem, aby odkryć, że posiada nieprzeciętną osobowość. Oczywiście są i tacy, którzy stukają się w głowę, lub nazywają go dziwakiem, szczególnie wtedy, kiedy usłyszą na jak trudne życie się zdecydował i to całkowicie świadomie. Na całe szczęście, docierają do niego głównie wycieczki szkolne, trochę obcokrajowców zauroczonych takim sposobem na życie i pozostali, którzy wiedzą czego szukają i czego należy się spodziewać.

                   

Wszyscy ci, którzy głęboko wrośli w codzienny miejski kierat, dla których religią stało się odwiedzanie galerii handlowych, a największą przyjemnością są telewizyjne programy typu „jak oni tańczą, śpiewają, jak oni jedzą i bąki puszczają” w zasadzie nie powinni się na te bagna zapuszczać… nic tam po nich, to dwa różne światy. Król z wykształcenia jest filozofem, w odległych czasach był mieszkańcem Warszawy, posiadał antykwariat, historia to jego pasja, ale widocznie czegoś brakowało, skoro już 18 lat temu zdecydował się sprzedać wszystko i rozpocząć nowe życie w okolicy biebrzańskich bagien. Uciekł od codzienności, od polityki, od wszechobecnych reklam, ogłupiającej telewizji i teraz żyje zgodnie z naturą, a jedyne media z jakimi ma ciągły kontakt to prąd i telefon. Jest szczęśliwy, a przynajmniej stara się być, bo w końcu nie zawsze jest niedziela. Jedno jest pewne, znalazł swoje miejsce na ziemi i zdecydowanie nie chce go zmieniać na żadne inne. Co prawda czas jakiś temu, w grypowej gorączce, powiedział tym i tamtym, że ma dość, że trudne warunki coraz bardziej mu doskwierają, ale dziś gorączka dawno minęła i to gadanie można między bajki włożyć!

                   

Krzysztof to trochę idealista, trochę człowiek z innego świata, lekko roztargniony, skromny i o spokojnym usposobieniu. Dziś mówi: „…w zasadzie to ja chcę pozbyć się zupełnie pieniędzy ze swojego życia, już prawie mi się udaje, tylko jeszcze na stacji benzynowej tego nie mogą zrozumieć, i tam mam największe problemy, ale myślę o tym i może się to jakoś uda załatwić w przyszłości…”, a w rozmowie ze specjalistką z dziedziny hodowli bydła „… Panie Krzysztofie, więc te byki to najlepiej oddać do rzeźni na mięso”. Król odpowiada: „… eee… nieee… na mięso? Zabijać? … To jakoś mi nie pasuje… puszcze je wolno i niech sobie żyją.” Pani odpowiada: „ ale to niebezpieczne, to duże zwierzęta i mogą być niebezpieczne.” Król zamyślił się: „ tooo… się je wykastruje i niech sobie biegają szczęśliwe po łąkach”. Co do kontaktów z turystami… to sprawa dosyć skomplikowana, jak sam twierdzi: „kończę ze wszystkimi inwestycjami w „Suchej Barci”, będę tylko utrzymywał obecny stan, jeśli chodzi o gości to najlepiej gdyby przyjeżdżały tylko wycieczki szkolne, bo one były tu od zawsze i chcę żeby nadal tak było, a co do turystów prywatnych, to wolałbym żeby ich za dużo nie było, oczywiście jak ktoś już przyjedzie, to go przyjmę serdecznie, bo ja lubię ludzi, tylko nie przepadam za tłokiem i dużym zamieszaniem”. Tyle o człowieku, żeby go opisać trzeba by napisać, co najmniej małą książkę, więc najlepiej poznać go osobiście, a jest szansa, że się uda. Nie byłoby królestwa, bez Króla, ale i nie byłoby Króla gdyby nie miejsce, jakie wybrał. A miejsce jest naprawdę magiczne. W dwóch zabytkowych drewnianych chatach znajduje się mnóstwo starych narzędzi codziennego użytku, także rolniczych, często zabytkowych, cała armia drewnianych rzeźb, (głownie prymitywne figurki tworzone przez ludowych twórców), obrazów, książek, naczyń i innych cudów z przeszłości. Można by obdzielić tym wszystkim duży skansen.

                   

Tak naprawdę to powoli zaczyna brakować miejsca na ustawianie skarbów wszelakich. Człowiek zwiedzający chaty, żywcem przenosi się w przeszłość. Część eksponatów jest w ciągłej eksploatacji, można, więc zagrać na zabytkowym pianinie (jeśli ktoś potrafi:)), posłuchać płyt z lat dwudziestych, przygotować sobie posiłek na kominku czy przy ognisku i zjeść drewnianymi łyżkami z drewnianych misek, lub po wcześniejszym uzgodnieniu z Królem, skorzystać ze starej oryginalnej sauny (Król musi mieć chwilę na jej przygotowanie). Latem mycie załatwiają wielkie blaszane balie, w których woda nagrzewa się przez cały dzień, ta naturalna łazienka ma piękny widok, na łąki i las. W tym niesamowitym miejscu, szczególnie dla ludzi nieprzyzwyczajonych, jest jeden wielki minus, to… komary. Byłem na mazurach, ktoś pomyśli, i wiem, co to komary, nic strasznego. Tyle, że na biebrzańskich bagnach, od wiosny do początków jesieni tych komarów są miliony, w zasadzie cały czas lata ich wokół naszego ciała kilkanaście, a w niektórych porach dnia i roku dużo więcej. Można podobno się przyzwyczaić, albo po kliku godzinach machania rękami uciekać. Jak twierdzą niektórzy, komary i gzy to błogosławieństwo dla tej krainy, która nie poradziłaby sobie z najazdem tłumów. To taka naturalna przeszkoda dla tych „„cywilizowanych”” (w podwójnym cudzysłowie), po których zostają śmieci, sterty puszek po piwie, pogorzeliska i ciągła głośna muzyka w lesie. W sezonie letnim, obok „Suchej Barci” jest małe pole namiotowe prowadzone przez miłą starszą panią (tworzyła, być może nadal tworzy filmy przyrodnicze), warunki są tam także bardzo „ekologiczno-surowe”, i jest to alternatywa, dla tych, którzy lubią świeże powietrze pod namiotem lub nie znajdą miejsca u Króla Biebrzy.

                   

                   

Reportaż - II nagroda na Ekoforum Film Festival ( I Międzynarodowym i Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Ekologicznych pod patronatem Prezydenta RP)
Reż. Beata Hyży-Czołpińska

Zaprint - Wszelkie prawa zastrzeżone, © 2008 Created by WebArtis