« Powrót do listy artykułów
Satelitarne maślaki, (marzec 2010)

Padają ostatnie bastiony, które dotąd opierały się technice. Ognisko z internetem? Mazury, dziki biwak, do zwalonego drzewa zacumowane dwa jachty. Płonie ognisko, przy nim siedzi garstka młodych ludzi. Co jakiś czas rozlegają się szanty, ludzie śpiewają, potem znowu muzyka przycicha, załogi powracają do rozmów i śmiechów. Wtem, jak na zawołanie, znów rozlega się głośniejszy śpiew. Okazuje się, że nie ma nikogo kto umiałby grać na gitarze, a szanty na rejsie to obowiązkowy punkt. Młodzi ludzie poradzili sobie w sposób jeszcze kilkanaście lat temu niemożliwy do wyobrażenia. Obok ogniska leży laptop połączony z Internetem, na monitorze wyświetlona strona radia internetowego z playlistą. Wiadomo kiedy będzie szanta, którą wszyscy znają.

Zupełnie inne miejsce, kopalnia soli „Wieliczka”. Wydawać by się mogło, że w trakcie zwiedzania komór położonych ponad 100 metrów pod ziemia, telefony komórkowe z pewnością nie będą miały zasięgu. Otóż okazuje się, że bez problemów można się dodzwonić na cały Świat. W komorze „Wisła” (tu grupy turystyczne zaczynają i kończą zwiedzanie), dla wygody turystów zainstalowano nadajniki GSM wszystkich sieci, są też kioski internetowe, można wysłać spod ziemi pozdrowienia znajomym lub przeglądać stronę kopalni.

Część wędkarzy korzysta z echosondy, w zasadzie nikogo to już nie dziwi. Urządzenia są w przystępnej cenie i znane od lat. Jednak fakt wykorzystywania techniki satelitarnej do zbierania grzybów jest dość zaskakujący. Być może są to jednostkowe przypadki, ale kto wie czy nie rozpowszechnią się w niedalekiej przyszłości. Zbieracz odnajdując ciekawe okazy grzybów, zapisywał w urządzeniu GPS lokalizację. Co prawda, zwykły GPS nie pozwala określić miejsca z dokładnością do centymetrów, ale podobno wystarcza taka dokładność, jaką w tej chwili oferuje system. Grzybiarz stwierdził, że od kiedy ma oznaczonych kilkadziesiąt dobrych miejsc, zbiera dwa razy więcej grzybów niż kiedyś. W zasadzie, mówił, nie błąkam się po lesie, idę w kolejne „pewne” miejsca i tylko tam sprawdzam czy coś nie wyrosło od ostatniej wizyty. Już się nie zdarza, że przyjdę z pustym koszykiem, do lasu idę jak po swoje... tylko trzeba dbać, żeby nie zniszczyć grzybni, bo więcej grzyby nie wyrosną i stracę dobre miejsce, dodaje. Na pytanie, czy technika nie zmniejsza przyjemności czerpanej z grzybobrania, stwierdził, że wręcz odwrotnie, ma teraz więcej możliwości podziwiana przyrody i więcej grzybów w koszyku.

Dla jednych, świadomość istnienia Internetu i innych zaawansowanych technologicznie systemów w każdej sytuacji i miejscu to zwykła codzienność, mają ją w genach. Nie powinno to dziwić, młodzi ludzie nie znają czasów kiedy nie było Internetu czy telefonów komórkowych. Dla innych, głównie starszych osób, komputer i inne wynalazki to nadal nie do końca oswojone zwierzaki i pewnie tak już zostanie. Ale czy przez technikę nie traci się jednak trochę romantyzmu i nie ogranicza kontaktu z przyrodą? Pewnie tak, ale może należy się do tego zacząć przyzwyczajać…

Zaprint - Wszelkie prawa zastrzeżone, © 2008 Created by WebArtis