« Powrót do listy artykułów
Śmierdząca codzienność, (Czerwiec 2009)

Niezależnie gdzie mieszkamy, bliżej lub nieco dalej od domu, znajdują się ciekawe miejsce, które warto odwiedzić w wolnej chwili. Miejsca, gdzie odpoczniemy, oderwiemy się od codzienności, naładujemy „życiowe akumulatory”. Jeszcze bardziej fantastyczne są dłuższe wyjazdy urlopowe. Zgrana ekipa, fajna okolica i sukces prawie pewny. Jednak z roku na rok coraz trudniej powracać na nasze ulubione tereny, coraz trudniej na nich o spokojny wypoczynek. Główną przyczyną narastających problemów są… brudasy. To nie pomyłka, nazywajmy ich po imieniu. Jak inaczej nazwać ludzi, których stać na zorganizowanie grilla czy ogniska nad jeziorem, rzeką w lesie, a nie stać ich na zabranie po imprezie własnych odpadków? Jak nazwać tych, którzy las traktują jak wielkie wysypisko śmieci, tych, którzy wyrzucają pobite butelki do jeziora, które kaleczą innych? Tych wyrzucających wszelkie brudy w trzciny tak, aby nie było ich widać na pierwszy rzut oka? Jak nazwać inaczej niż ludzkim chwastem tych zakładających sidła lub „wędkarzy” z przewodami elektrycznymi zamiast żyłki lub bezmyślnie i beztrosko trujących innych?

Pewien klub płetwonurków wpadł na pomysł przeprowadzenia akcji sprzątania jeziora w okolicach popularnej plaży. Wyłowili dużo bliżej nieokreślonego żelastwa, stare opony, stertę butelek i puszek po piwie, stelaż od starego łóżka, żelazko i całą lodówkę. Jakim trzeba być tępakiem, żeby to wszystko wyrzucać do wody? Nasze lasy, jeziora, rzeki, także Bałtyk są pełne zanieczyszczeń, tego bałaganu nie robi kilka czy nawet kilkaset osób. Prymitywne brudasy żyją wśród nas, spotykamy się z nimi na co dzień w sklepie, na ulicy, w pracy. Wyglądają całkiem normalnie, często są kulturalni i ujmujący … niestety tylko na pierwszy rzut oka. Jak wielu ich jest można łatwo sprawdzić w terenie, z roku na rok śmieci jest więcej, brudasy ciągle rosną w siłę. Co można zrobić, żeby przynajmniej po części nabrali większej świadomości? Aby pozbyli się komunistycznej mentalności „przyroda jest wszystkich, czyli niczyja”, więc można z nią zrobić cokolwiek, narobić bałaganu, a następnym razem, po prostu wybrać się w kolejne, nowe miejsce..

Jesteśmy stosunkowo biednym społeczeństwem, dodatkowo przez lata żyjącym w okowach systemu socjalistycznego. Systemu, gdzie wszystko było postawione na głowie, wszelkie kombinatorstwo było akceptowane, a zwykłe złodziejstwo nazywane życiową zaradnością. Komuna upadła, mentalność pozostała. Wylewanie zawartości własnego szamba na pola, szamba, które tylko z nazwy jest szczelne, bo już w trakcie budowy w „magiczny” sposób szczelność traciło. Od dziesięcioleci, tak i nadal, wywozi się śmieci i gruz do najbliższego zagajnika, opakowania plastikowe taniej jest spalić i nie ważne, że wytwarza to toksyczne, rakotwórcze substancje. Oto nasza śmierdząca codzienność. Można w pewnym stopniu zrozumieć, (choć absolutnie nie pochwalać) działania godzące w naturę, a wynikające z chęci zaoszczędzenia paru groszy u osób żyjących na granicy ubóstwa. Zwykle nie jest to jednak wynik walki o przetrwanie, ale zwykła ludzka pazerność i głupota. Jednak nijak się ma ekonomia do pozbierania własnych śmieci po grillu, nic to nie kosztuje, za wyjątkiem odrobiny wysiłku. W takich sytuacjach, to zwykłe lenistwo i prostactwo. Prymitywizm takich zachowań nie bierze się znikąd. Brudasy wychowują kolejne pokolenia brudasów na swój wzór i podobieństwo i uczą, że śmieci można wyrzucać wszędzie, byle nie we własnym domu. To stara prawda, zło jest łatwiejsze i wypiera dobro. Jeśli nie zaczniemy zmieniać mentalności ludzi tego pokroju tłumaczeniem i perswazją (a jak trzeba to i karą) utoniemy w ich śmieciach. Zadanie żmudne, ale bez alternatywy.

Zaprint - Wszelkie prawa zastrzeżone, © 2008 Created by WebArtis