« Powrót

Romantyczna noc ze świniami

Koniczynka, 27-02-2011 12:42
(Ocen: 4)

Nadeszły gorące dni, a co ważne także ciepłe noce. Od jakiegoś czasu planowaliśmy z mężem wyjazd nad morze, w zasadzie wyjazd to za dużo powiedziane, raczej krótki wypad. Wolna sobota i niedziela, w telewizji zapowiadają ciepłą noc i brak jakichkolwiek opadów, postanawiamy więc jechać. Z założenia nie miał to być wyjazd do pensjonatu czy pod namiot, ale taki dziki i romantyczny, ze spaniem na plaży, do tego właśnie była potrzebna dobra pogoda. Mamy grilla, jedzenie, trochę piwa i dobre nastroje, przed nami wizja fajnego wypoczynku. Wybraliśmy dosyć odludne miejsce (jak na standardy nadmorskie latem), miejscowość Nowa Karczma na Mierzei Wiślanej (zwana często Piaskami), tam gdzie kończy się Polska. Po odwiedzeniu po drodze Krynicy Morskiej, dotarliśmy do celu. Intuicja nas nie myliła, ludzi było stosunkowo niewiele, a my wybraliśmy się jeszcze kawałek na wschód plaży, w stronę granicy. Czas mijał szybko i wesoło, zbliżał się wieczór, bezchmurne niebo, ciepło i bezwietrznie, postanowiliśmy zebrać trochę chrustu na kameralne ognisko. Wysprzątaliśmy ładny kawałek plaży z kijków i gałązek. Drewno było lekkie i wyschnięte na wiór, zebraliśmy zapas wystarczający na godzinkę ogniska. Zbliżała się 22 i słońce było tuż nad horyzontem, na grillu zaczyna pachnieć dobre jedzenie. Wokół prawie zupełnie pusto, do najbliższych ludzi mieliśmy kilkaset metrów, zresztą ta mała grupka była jedynymi ludźmi oprócz nas w zasięgu wzroku. Zachód słońca był piękny, to była prawdziwa uczta dla duszy, natomiast dla ciała....mięso dojrzało na grillu niewiele później. Kończąc posiłek zauważyłam jakiegoś psa błąkającego się pomiędzy dwoma kutrami wyciągniętymi na plażę. Było to około 200 metrów od nas, zrobiło się już szaro, więc wytężając wzrok, powiedziałam o tym mężowi, bo trochę zdziwił mnie pies bez właściciela w takim mało „psim” miejscu. Mąż jedząc ostatni zestaw grillowy z karkówką, także zaczął się przyglądać z rosnącą uwagą, po kilkudziesięciu sekundach powiedział:
-    To nie pies... to... dzik !
Nawet nie wiem, czy mnie to chociaż odrobinę wystraszyło, bo po pierwsze, myślałam, że żartuje i chce mnie zwyczajnie postraszyć, ale po kilkunastu sekundach sprawa się wyjaśniła. Na plażę wybiegło około 15 innych dzików! Konsternacja, obserwujemy oboje, co będzie dalej. Niestety dziki pobiegały chwilę wokół kutrów i ruszyły spokojnym, takim „świńskim truchtem” w naszym kierunku. W zasadzie jest już zupełnie ciemno, w okolicy nie widać i nie słychać innych ludzi, a do cywilizacji mamy ze 3 kilometry.  Dziki są w różnym wieku, od dorosłych przez średniej wielkości młodzież po maluchy, jeszcze z pręgami na grzbiecie. Zwierzęta zaczynają okrążać nasze małe obozowisko, zatrzymały się i obserwują, najbliżej podchodzą małe, dosłownie na 2 metry, starsze kręcą się powoli jakieś 3 metry za nimi. W mężu obudziły się chyba jakieś pierwotne instynkty, w jednym ręku najgrubszy kij ze sterty na ognisko, w drugim nóż myśliwski, widzę że jest zdenerwowany. Stara się delikatnie odgonić młode, żeby nie prowokować dorosłych. Niestety małe dziki, są bardzo ciekawe świata i nawet jak odejdą w jednym miejscu, to podchodzą z boku. Nagle mąż mówi:
-    wyrzuć ten węgiel z grilla na piasek, w jednym miejscu i wrzuć na to drewno !
Szybko wysypuję niedopalony żar i dokładam szczapki drewna, nie trzeba długo czekać, w kilkanaście sekund płonie spore ognisko. To magia, mogłam po setkach i tysiącach lat sama sprawdzić ile jest prawdy w słowach o ogniu który daje poczucie bezpieczeństwa. Daje duże. Trochę ogniem, trochę kijem i krzykami, a prawdopodobnie najbardziej znudzeniem samych gości, udało się nam doprowadzi do odejścia świń. Po drodze wywróciły mały kontener na śmieci, sprawdziły zawartość i po chwili zniknęły w mroku tak szybko jak się pojawiły. Cała akcja, od wbiegnięcia na plażę „psa” do odwrotu dzikich świń trwała około 10 minut, nam wydawało się to co najmniej godziną. Żałowałam trochę tego ogniska które płonęło tylko 15 minut, bo zbieranie drewna trwało ze 4 razy dłużej. Ogólnie mięliśmy po tej przygodzie dość wszystkiego. Postanowiliśmy zebrać zabawki i wracać do cywilizacji. Było po 23, więc nie powinno być jeszcze problemów ze znalezieniem noclegu. Ale to nie koniec historii, za chwilę mięliśmy otrzymać pierwszy znak. Ewakuacja trwała krótko, idąc ze źle spakowanymi plecakami dyskutowaliśmy nad całą sytuacją. Doszliśmy do wniosku, że i tak mieliśmy dużo szczęścia... gdyby dziki podeszły do nas w nocy w czasie naszego snu? Wychodząc z plaży do lasu natknęliśmy się na zabłąkaną i bardzo zawianą parkę, ostrzegliśmy ich że w okolicy grasuje banda dzikich stworzeń, ale oni zajęci sobą wcale nas nie słuchali, pokiwali tylko głowami i machnęli ręką... no dobra ich sprawa. Z noclegiem faktycznie nie było problemu, 15 minut przebywania w cywilizacji i byliśmy w „swoim” pokoju. Po takich „dzikich awanturach” jakoś nie chciało się nam spać, wybraliśmy się wiec na zwiedzanie lokalnych lokali. Wychodząc z knajpki po 3 godzinach, zobaczyliśmy znowu stado dzików, tym razem biegały sobie po małym rondzie w centrum wsi ! Pokręciły się i pobiegły gdzieś dalej, to był drugi znak. Następnego dnia były kolejne... idąc na plażę, zobaczyliśmy dziwną scenkę, starszy Pan, siedział przed starym domem na małym zydelku i walił łyżką w duży garnek do połowy wypełniony zlewkami, obok pana siedział duży pies. W pewnym momencie z lasku wybiegł dorosły dzik, podszedł do gara i zaczął wyjadać jego zawartość. Pies siedział i się przyglądał, a dzik nic sobie nie robił z jego obecności. Miny nam się jeszcze bardziej wydłużyły, kiedy zobaczyliśmy to nasze nocne stado koło budki z lodami, wokół tłumy turystów, powoli jadące samochody i naprawdę małe dzieci, a dzikie świnie spokojnie spacerowały między nimi ! Dopiero Pani zapytana w barze na plaży wyjaśniła nam, że te dziki są w zasadzie oswojone i niegroźne - ale kto mógł się tego spodziewać wcześniej :)

Dodaj komentarz:
27-02-2011 12:46 Zgłoś nadużycie 
Dzięki, zapomniałem o szczegółach :)) Mr.Snake
17-03-2010 21:39 Zgłoś nadużycie 
Hmmm,troche bym sie bala,w koncu to dzikie i silne zwierzeta,nawet jezeli przyzwyczajone do ludzi,to mimo wszystko sa nieprzewidywalne,ale przygoda byla i dobrze sie zakonczyla,pozdrawiam.
08-03-2010 21:54 Zgłoś nadużycie 
romantyczny wyjazd?! i wszystko popsuły świnie... hmm, może powtórka latem? trzymam kciuki!
12-10-2009 18:13 Zgłoś nadużycie 
juz pozno,pewnie dlatego.....wyspij sie to zrozumiesz!!
28-07-2009 22:32 Zgłoś nadużycie 
fajnie, ale nic nie rozumiem :(
Zaprint - Wszelkie prawa zastrzeżone, © 2008 Created by WebArtis