« Powrót

Uważajcie na policję i milicję!

Leon, 30-03-2010 21:40
(Ocen: 1)

Wszędzie można trafić na głupiego lub wrednego policjanta, ale szczególnie warto uważać w krajach gdzie prawo nie znaczy prawo, a turysta to nie pieniądze dla gospodarki, a do własnej kieszeni. Byłem na fajnej wycieczce. W 4 osoby wybraliśmy się na tygodniowy wypad Wilno - Mińsk. Jest co wspominać, wyjazd udany, za wyjątkiem jednej sytuacji właśnie w Mińsku. Zwiedzając miasto, zrobiliśmy jedno wykroczenie. Kolega przeszedł przez ulicę i to do tego na ukos. Szliśmy ulica w centrum, a on zaszedł do sklepu, coś tam oglądał. Jak wyszedł to byliśmy już ze 150 metrów dalej, więc trochę skrócił sobie drogę. My w pewnej chwili zatrzymaliśmy się, żeby na niego poczekać. Nie ma go w okolicy, więc cofnęliśmy się trochę. W końcu widzimy go jak rozmawia z dwoma milicjantami. Myśleliśmy, że sam ich zaczepił żeby o coś zapytać. Jednak dyskusja była dosyć nerwowa, było to widać już z odległości 100 metrów. W pewnej chwili jeden z nich wyciągnął pałkę i uderzył kupla po udach z tyłu, kolega odskoczył i przysiadł podtrzymując się jedną ręka chodnika. Dziewczyny w pisk, ja podbiegłem szybciej, wiedziałem, że coś jest nie tak, bo znam kumpla od lat i wiedziałem, że jest spokojny i „niezaczepny”. Jak już wszyscy podbiegliśmy, to się go pytamy, co się dzieje. On mówi, że się przyczepili bez powodu i sto dolarów chcą, za przejście nie po pasach. Milicjanci kazali nam pokazać paszporty i spisali dane. Na koniec oddali dokumenty i do kolegi powiedzieli po rosyjsku „a ty uważaj, bo tu nie polsza i jak będziemy chcieli to cię zamkniemy”. Takie głupie gadanie, a jednak zabrzmiało groźnie, dotarło do mnie, że tak naprawdę to mogą zrobić z nami co zechcą i to bez specjalnego powodu. Na koniec jeden z milicjantów podniósł palec, powiedział, „ty paljak, uważaj”  i poszli. Wtedy dopiero dowiedziałem się, że wykroczenie kolegi polegało na tym, że wbiegł na jezdnie, na pasy, ale pobiegł lekko na ukos, tak że w połowie przejścia zszedł już z zebry. Na przejściu nie było sygnalizacji świetlnej i nic nie jechało. I to był powód zatrzymania przez białoruską „władzę”. Jak zobaczyli, że to polak to kazali mu pokazać paszport. Jak wyjmował dokument, to milicjanci zobaczyli w saszetce dolary. Jeden mu powiedział, że mandat wynosi 100 dolarów, jak nie zapłaci na miejscu to go zabierają na komisariat i tam odsiedzi karę. Pałką oberwał, jak im powiedział, że jest turystą, przyjechał z wolnego kraju, nic złego nie zrobił i nie da im nawet jednego rubla. A po kilku sekundach już byliśmy obok niego. Koleś zna dobrze rosyjski, postanowił, że tak tego nie zostawi i poszliśmy na najbliższy posterunek milicji. Tam do dyżurnego milicjanta zaczął mówić co się wydarzyło. Dość płynnie po rosyjsku. Milicjant coś tam napisał na jakiejś kartce, spisał go i nas z paszportów, na koniec niezadowolony spytał „eta wsio?, no to paszli ! u nas przepisy ważne !”. Tak jak się spodziewałem, straciliśmy tylko czas. Wszyscy mieli zepsute humory, aż do następnego dnia, a kumpel pręgi na udach jeszcze po powrocie do domu. Wiem jedno, nigdy już nie pojadę na Białoruś.
Tak dla równowagi, żeby nie było, że jak źle to tylko na wschodzie. Inna sytuacja. Sam w niej nie uczestniczyłem, znam ją tylko z opowieści dobrego kolegi. Było to już jakiś czas po zlikwidowaniu kontroli na granicach. Trzech kumpli mieszkających w Szczecinie wpadło na pomysł, żeby wybrać się na wycieczkę do Niemiec. Sobota, ładna pogoda więc taki kilkugodzinny wypad mógł być udany. Chłopacy byli młodzi, miedzy 17 -19 lat. Jeden miał prawko i możliwość pożyczenia auta od ojca. Pojechali, pierwszy raz sami. Nikt nie znał języka niemieckiego, jedynie angielski, tyle co ze szkoły. Na autostradzie jechali zgodnie z przepisami, bali się mandatu, bo musieliby odkładać kieszonkowe przez kilka miesięcy. Wyprzedził ich policyjny patrol, i coś tam zaczęło się wyświetlać na tablicy świetlnej. Nie znając języka i nie mając doświadczenia jechali dalej. Jak policyjny samochód zaczął zwalniać, i zjechał na parking, oni pojechali prosto. Po chwili radiowóz był znowu za nimi, tym razem włączyli syreny. Chłopacy się w końcu zorientowali, że to o nich chodzi i się zatrzymali. Policjant wyszedł, podszedł do ich samochodu i zaczął coś mówić po niemiecku. Oni że nie rozumieją. Więc po angielsku kazał im jechać za nimi. Zjechali z autostrady i pojechali do jakiegoś małego miasteczka. Zabrali ich na komisariat i kazali czekać. A że chłopaki młode i wesołe, nie potrafili usiedzieć, zaczęli się śmiać, coś tam żartować między sobą. Pozowali do zdjęć robionych komórką i robili przy tym głupie miny. Ale to ich zachowanie nie było jakieś tam strasznie naganne, zwyczajnie nie przejmowali się tą kontrolą i z nudów troszkę wygłupiali się między sobą. Policjant który tam siedział, wkurzył się, coś im zaczął szwargotać po swojemu. Uspokoili się więc. Wrócił jeden z policjantów z patrolu, razem z tym z komisariatu ustawili ich pod ścianą, rozstawili nogi szeroko, ręce na ścianę i zaczęli robić rewizję. Zabrali im portfele, telefony i wszystko położyli na blacie. Sami wyjęli dokumenty, pooglądali i jeden coś zapisał przy biurku. Kazali im się odwrócić i bezczelnie na ich oczach wyjęli z portfeli pieniądze, obejrzeli telefony, wybrali jeden najlepszy i odłożyli w inne miejsce. Kolesie już wiedzieli, że pieniędzy i tego telefonu nie dostaną. Policjanci z bezczelnymi minami pokazali na drzwi i kazali się wynosić. Chłopaki nieco wystraszeni zrobili tak jak kazali i grzecznie wrócili do domu. Tylko właściciel telefonu, wyciągnął rękę i pokazał na swój aparat, policjant jakby go nie słyszał, jeszcze raz pokazał na drzwi. W sumie wycieczka kosztowała ich nową „Nokię” i około 50 euro (niby nie majątek, ale liczy się fakt kradzieży, a nie suma). Oni też wyleczyli się z odwiedzania naszych zachodnich sąsiadów rodem z DDR.
Są jeszcze gorsze rzeczy o których się słyszy, na przykład podrzucanie małej torebki narkotyków lub noża żeby kogoś wrobić w handel, lub w próbę zaatakowania mundurowego, ale to znam tylko z mediów i z internetu, to się nie będę wypowiadał. Ale ciągłe mandaty na Ukrainie bez powodu, żeby tylko wyłudzić pieniądze to norma. Najbardziej bezczelny mandat na Ukrainie o którym słyszałem, to już jakiś kabaret - dramat. Milicjant zatrzymał lizakiem samochód na przejściu dla pieszych i wystawił mandat za zatrzymanie się na przejściu dla pieszych.  Tak czy inaczej to trzeba się pilnować, bo ta bezkarna mafia w krajach bezprawia może zrobić co zechce.

Dodaj komentarz:
Zaprint - Wszelkie prawa zastrzeżone, © 2008 Created by WebArtis